O maratonie
Aktualności
Galeria
Zgłoś udział
Wyniki
Kontakt
Historia


"W 2002 roku pomyślałem sobie, że dobrze byłoby pobiegać z koleżankami i kolegami z parlamentów z całego świata. I któregoś dnia usiadłem z synem do komputera i napisaliśmy list mniej więcej takiej treści: "witam, jestem posłem i maratończykiem, czy nie chcielibyście przyjechać do mnie, do Polski? Pobiegamy razem". Kiedy przyszły pierwsze pozytywne odpowiedzi zdałem sobie sprawę, że pomysł był udany." – tak początki Mistrzostw Świata w Maratonie i Półmaratonie Parlamentarzystów opisuje poseł Tadeusz Jarmuziewicz, pomysłodawca zawodów.

w pięciu edycjach Mistrzostw udział wzięło blisko 90 parlamentarzystów z kilkunastu krajów świata w tym między innymi z: Austrii, Białorusi, Chorwacji, Czech, Litwy, Kenii, Polski, Serbii i Czarnogóry, Ukrainy, Niemiec, Rumunii, Jordanii, Estonii i Szwecji.


Tadeusz Jarmuziewicz - Dyrektor Sportowy
Dyrektorem Sportowym VI Mistrzostw Świata Parlamentarzystów w Maratonie i Półmaratonie jest Tadeusz Jarmuziewicz - poseł na Sejm RP, Wiceminister Infrastruktury. Jest jedynym polskim parlamentarzystą od 14 lat regularnie biegającym maratony, zarówno w kraju jak i za granicą. Rocznie przebiega ok. 3-4 tys. kilometrów, a jego rekord życiowy wynosi 3 godziny i 22 minuty na dystansie maratońskim.

Dlaczego zaczął biegać?
"Aż trudno uwierzyć, ale w 1993 roku, mając 36 lat ważyłem prawie 100 kilogramów, przy 170 cm wzrostu. Niebezpiecznie zbliżałem się do idealnego kształtu, jakim jest kula... Dodatkowo zaczęły się problemy ze zdrowiem - na Święta Bożego Narodzenia dostałem dziwnych palpitacji serca. Miałem naprawdę niezłego pietra! Przecież jestem jeszcze młody, muszę coś ze sobą zrobić - pomyślałem. I wtedy spotkałem człowieka, który powiedział mi, że ma 50 lat i właśnie przebiegł... 100 kilometrów. To niewiarygodne wyznanie jednak mnie zaciekawiło, tym bardziej, że ów pan, mimo 100 kilometrów przebiegu tryskał energią! Coś zaiskrzyło - może to jest sposób - przemknęło mi przez głowę..."

Pierwsze kilometry...
"Zaraz po świętach postanowiłem przebiec swoje pierwsze kilometry. Z samego rana założyłem buty sportowe i powiedziałem sobie: biegnę! No i pobiegłem... każdy metr, każdy krok był niesamowitym wysiłkiem dla mojego organizmu, miałem wrażenie, że ruszyłem bryłę z posad mojego świata... Przebiegłem 2,4 km! Serce waliło mi jak młotem, nie mogłem złapać oddechu, jednym słowem: myślałem, że umieram!"

Maraton...
"Na szczęście nie umarłem. Zacząłem czytać o prawdziwych maratonach, o treningach i sposobach zwiększania dystansów... I trenowałem, codziennie rano, bo jak mawiał mój kochany ojciec: "ranek to panek", po południu bowiem nie ma czasu na nic, a wieczorem z kolei brakuje sił. Biegałem coraz dłuższe dystanse, aż w końcu zacząłem brać udział w prawdziwych maratonach. Minęło 11 lat od pamiętnego stycznia 1994 roku. W tym czasie udało mi się przebiec 26 pełne maratony, nie tylko w Polsce. W 2004 roku wziąłem udział w I Maratonie Komandosów i przebiegłem cały dystans w pełnym umundurowaniu i z 10 kg plecakiem. Mój najlepszy czas to: 3 godziny i 22 minuty. Obecnie, nie wyobrażam sobie życia bez biegania! Uwierzcie, bieganie naprawdę uzależnia, jest jak narkotyk. Teraz wiem, że przed większością problemów można uciec na własnych nogach!"

Oprócz maratonu…
"Biorę również udział w biegach narciarskich. Lubię słuchać muzyki i grać w szachy. Wolne chwilę spędzam z żoną i synem."